26 października 2013

Franken

Ta mglisto - miętowo - pistacjowa zieleń to pierwszy, z moich frankenów. Wysycha do połysku i kryje po dwóch średnich warstwach, jednak schnie bardzo długo i lubi się zapowietrzać (doskonale widać to na zdjęciach). Moim największym błędem było dolanie gel top coat'u z essence. Ten top to zło wcielone- gęsty, ciężki, nigdy niewysychający i zapowietrzający się glut. Jeśli jest gdzieś jeszcze dostępny- to stanowczo odradzam każdemu!


Od czasu ostatniego posta borykam się z paskudnie złamanym, a wręcz wyłamanym paznokciem palca środkowego. Zanim rana się zagoi i uzyskam z powrotem jednakową długość płytki minie pewnie jeszcze parę tygodni. Mam nadzieję, że przygotowana do tej pory garstka zdjęć pozwoli mi się "wykurować".

13 października 2013

Wibo Express Growth, 169

169 to nowy odcień w ofercie lakierów z serii Express Growth. Wibo co sezon dorzuca do regularnej kolekcji parę nowych kolorów, np tytułowy 169. Do tej serii podchodzę sceptycznie- z wielu lakierów zadowoliły mnie tylko dwa (kryjąca czerń z numerem 34, którą polecam każdemu i jakiś klasyczny, benzynowy duochrom), reszta pozostawia wiele do życzenia pod względem krycia, czasu schnięcia i podwyższonej jakiś czas temu ceny.

Trudno mi sklasyfikować kolor 169. To coś pomiędzy brudną maliną, a fioletem z masą rozświetlających go glassflecków w kolorze złota i fuksji. Wygląda trochę podobnie do 5ml maleństwa z H&M, chyba z serii Active (Purple Glitter ?). Bazowy kolor jest nieprzyzwoicie transparentny, a co za tym idzie- krycie jest beznadziejne. Na zdjęciach widzicie 4-5 cienkich warstw, bez bazy i top coatu. Pod tym względem przypomina mi bardzo Chunky Holo Purple od Kleancolor, z tym wyjątkiem, że wibo rzeczywiście wysycha. Praktycznie nie nadaje się do noszenia solo, mimo wielu warstw możecie zobaczyć przebijające, jasne końcówki (a w przypadku moich paznokci nie są wcale mocno białe). Bardzo łatwo się zapowietrza, a każda kolejna warstwa schnie coraz dłużej- dlatego polecam nakładanie paru cienkich warstw i życie w nadziei, że połysku nie zmąci nam zbyt wiele bąbli, niż 3 grubszych, schnących godzinami i gazowanych jak cola. Tak aplikowany lakier sam z siebie wysycha na bardzo ładny, szklany połysk (chociaż wszystkim polecam przyśpieszające wysychanie wynalazki). Kolejnym wątpliwym aspektem jest trwałość- końcówki zaczęły się ścierać następnego dnia. Generalnie nie jest to wielką ujmą dla glassfleckowych lakierów, gdyż schną dłużej i ścierają się wyjątkowo chętnie, ale kilkanaście godzin to bardzo słaby wynik. Poza tym nie odpryskiwał i trzymał się całkiem dobrze przez kolejny tydzień. Konsystencja lakieru jest dla mnie idealna- lekka, trochę rzadka i bardzo przyjemna. Pędzelek jest identyczny jak w innych lakierach z tej serii, czyli klasyczny, a zakrętka po prostu wygodna.
169 jest wielowymiarowym lakierem, który aż prosi się o zabawę z oświetleniem, stąd tyle zdjęć w różnych warunkach- w słońcu, za chmurą, w cieniu oraz w sztucznym, chłodnym świetle. Nakładanie i noszenie go solo graniczy z maniacką desperacją i zwyczajnie pozbawione jest sensu. Natomiast wierzę w to, że rewelacyjnie sprawdzi się przy layeringu. Mam wobec niego już pewne plany, ale wariacje z innymi kolorami pokarzę Wam następnym razem :)

W Rossmanie za Express Growth 169 (8,5ml) zapłacimy ok 5,19zł, natomiast w małych, wybranych drogeriach można złapać go nawet za 3zł. Trzeba szukać. Lakiery wibo dostępne dosłownie wszędzie.
Wibo NIE TESTUJE swoich kosmetyków na zwierzętach!




 W słońcu



Pod chmurką

W cieniu



W sztucznym świetle





29 września 2013

Miyo Mini Drops, 65 Lime Sorbet

Dzisiaj mam dla Was bardzo, bardzo stary post. Wręcz starożytny, jak powiedział Tygrys.
Zawieruszył mi się w czasie, gdy przeżyłem katastrofę twardego dysku. Nie sądziłem, że jeszcze go odkopię. W każdym razie pochodzi z okresu bardzo krótkich, nierównych paznokci, amatorskich zdjęć i kompozycyjnego chaosu. Jednak o ładne warunki do fotografowania coraz trudniej, więc wyłuskałem spośród zdjęć te najlepsze. Mam nadzieję, że wybaczycie?

Niestety, wszystko wskazuje na to, że kolejne egzemplarze z tej serii nie trafią do mojej kolekcji. O ile w zeszłe wakacje lakiery MIYO dostępne były prawie wszędzie, tak obecnie w mojej okolicy słuch o nich zaginął. Na dzisiaj mam oryginalny lakier z kolekcji mini drops. Bazowym kolorem jest bardzo jasny, żółty odcień z tendencją do łapania zielonkawych tonów. Nie jest typowo rozbielony, a zdecydowanie pastelowy. W butelce znajdziemy również żółty i metaliczny shimmer, który na paznokciach zanika wraz z aplikacją każdej kolejnej warstwy. Po trzeciej jest praktycznie nie do uchwycenia, jednak wciąż czai się by błysnąć w odpowiednim świetle. Bardzo trudno uchwycić ten kolor, a mój aparat usilnie twierdzi, że jest po prostu żółty. Zamieszczone tu zdjęcia zostały wybrane spośród ponad 100 i wierzę, że najlepiej oddają kolor lakieru.

Lime sorbet podczas aplikacji stwarza trochę problemów. Po pierwszej warstwie pozostawia smugi, ale można odnieść wrażenie, że następna załatwi sprawę. Generalnie krycie jak na taki kolor jest całkiem przyzwoite i wszystko mogłoby wskazywać, że dwie warstwy wystarczą. Jednak przy aplikacji drugiej nie trudno o nieestetyczne nierówności. Zbyt mocno dociśnięty pędzelek potrafi „pocienić” wcześniejszą warstwę, i smugi gotowe. Po drugim malowaniu płytka paznokcia może zostać pokryta nierównomiernie i niestety, konieczna będzie trzecia, dokładnie jak w moim przypadku. MIYO 65 źle znosi manewrowanie pędzelkiem, więc by uniknąć nierówności dobrze malować równomiernie, szybkim i zdecydowanym ruchem. Warto dobrze go wstrząsnąć, ponieważ po aplikacji szybko zaczyna gęstnieć. Wszelkie poprawki więc odpadają. Konsystencja jest dość ciężka i lejąca. Dobrze, że pędzelek jest gęsty i miękki, bo nie wyobrażam sobie współpracy Lime Sorbet i sztywnego włosia. Poza tym ma klasyczny kształt i bardzo wygodnie mi się nim operowało. Schnie w normie, bez fajerwerków, ale muszę przyznać, że obawiałem się zapowietrzenia. W końcu tyle warstw malowanych szybko i w dodatku ta konsystencja. Miłym zaskoczeniem jest to, że nie wykazuje najmniejszej chęci bąbelkowania :) (wal się Essence za prawie 8zł). Po wyschnięciu tworzy gładką powierzchnię o miękkim połysku. Na temat trwałości nie mam mu nic do zarzucenia, piątego dnia podkręcony został brokatowym topem z Golden Rose (uwielbiam zbierać wszystkie glittery przypominające mój wymarzony Make A Spectacle. Do tego momentu trzymał się doskonale, bez startych końcówek czy odprysków. Z brokatowym topem wytrzymał w wyśmienitej kondycji kolejne 3 dni, po czym został zmyty.
Jak na produkt o niskiej cenie słusznej pojemności wypada świetnie!
Miyo (Pierre Rene) NIE TESTUJE swoich produktów na zwierzętach.

Lakiery Miyo z serii Mini Drops kosztują około 3,50 zł i dostępne są (były?) w wybranych, lokalnych drogeriach.















Zastanawiam się, czy nie wprowadzić na blogu pewnych zmian, a dokładnie sfotografować na nowo lakiery, których swatche ukazały się jako pierwsze. Było w nich wiele perełek, którym brak mojego doświadczenia i katastrofalne paznokcie odebrały wiele uroku i radości z patrzenia. Co sądzicie, ciekawy pomysł, czy może lepiej nie wracać do przeszłości?


26 września 2013

My Secret, 167 Kiwi

Kiwi pochodzi z pierwszej części limitowanej serii My Secret, która ukazała się w okolicach lipca tego roku (i widzę, że wciąż miejscami jeszcze zalega). Wszystkie lakiery pachną podczas wysychania, co producent wyraźnie zaznaczył na zakrętce. 
Kiwi z numerem 167 mówi sam za siebie. Lakier zaczyna pachnieć już podczas malowania, jednak jest to zapach chemiczny i duszący, któremu moim zdaniem bliżej do owocowego mydła. Pachnie jeszcze parę dni po aplikacji, chociaż z czasem coraz słabiej. Dla mnie to trochę zbyteczny bajer, ale na pewno wyróżnia produkt spośród innych. Poza tym rzeczywiście ma w sobie coś z kiwi.
Lakier kolorystycznie skomponowano tak, by przypominał tytułowy owoc- jasna i soczysta, kremowa zieleń napakowana została bardzo drobnym, czarnym brokatem. Na powiększeniu widać, że ten  ma kształt kwadratów. Nie było szans na zmierzenie- jest tak drobny, że z daleka praktycznie niezauważalny. Wielka szkoda, jestem ogromnym fanem czarnego brokatu, a w tym przypadku mogę podziwiać go wklejając twarz w paznokcie. Producenci lakierów powinni pomyśleć o tej rynkowej niszy.
Pędzelek jest płaski, średnio szeroki z lekko sztywnym włosiem. Trochę utrudniał mi wyprowadzenie łuku na najmniejszym paznokciu, ale  generalnie jest całkiem przyjemny w obsłudze. Zdaje sobie sprawę, że kwadratowa zakrętka nie wszystkim może leżeć wygodnie w dłoni ale na szczęście można ją bardzo łatwo zdjąć. Przynajmniej w moim egzemplarzu było łatwo.
Na zdjęciach widzicie 2 grubsze warstwy (bez bazy i top coatu), które wyschły w bardzo zadowalającym tempie. Konsystencja jest rzadka i lejąca, więc musicie zachować ostrożność. Kiwi wysycha na wysoki połysk i według mnie nie potrzebuje top coatu, chociaż drobny brokat wizualnie zakłóca gładką powierzchnię. Dodatkowo nie zapowietrza się, więc już w ogóle super.

To mój pierwszy lakier z My Secret i muszę przyznać, że bardzo przypadły mi do gustu ich butelki- są bardzo niepozorne i kryją w sobie aż 10 ml produktu! Kwadratowy kształt sprzyja organizacji i przechowywaniu, puls :). W butelce znajdziemy również metalową kulkę ułatwiającą mieszanie lakieru. Podczas zmywania przyda się trochę cierpliwości, w końcu mamy do czynienia z brokatem, jednak w łagodnej postaci. Moich paznokci nie zafarbował więc ogólnie bardzo polecam.

My Secret NIE TESTUJE swoich produktów na zwierzętach.
Lakiery My Secret kupicie w drogerii Natura za 7,99 zł/10ml.

Na ostatnim zdjęciu zobaczycie porównanie Kiwi z Rich Color 36 z Golden Rose. Różnica jest bardzo widoczna, nie tylko ze względu na zestawienie brokatu (w kremie) z klasycznym kremem. 36 ma zdecydowanie bardziej żółty odcień.

Kiwi comes from the first part of a limited edition of My Secret. All of these nail polishes smell while they dry, as the manufacturer stated ​​that clearly on the cap.
Kiwi number 167 speaks for itself. The polish starts to smell even during applying it, although it's a chemical and choking smell, which is in my opinion closer to a fruit soap composition. The polish smells a few days after application, although less and less over time. For me it's a superfluous feature, it certainly distinguishes the product from others.
The color is formulated to resemble the kiwi fruit, bright and juicy, creamy green was packed with very fine, black glitter. The magnification shows that the glitter particles are square shaped. The particles are so small that they're practically invisible from a distance. It's a shame, I'm a huge fan of black glitter, and in this case I'd have to stick my face between my nails to enjoy it.
The brush is flat, of average width, slightly stiff bristles. It was a little difficult for me to pin the bow of the smallest fingernail, but in general it is quite pleasant to use. I realize that a square cap can't lie comfortably in every one's hand but fortunately it can be easily removed. At least mine was easy to remove.
In the pictures you can see two thicker layers (without a base and a top coat), which dried up in a very satisfactory pace. Consistency is sparse and running, so you have to be careful. Kiwi dries to a high gloss, and in my opinion does not need a top coat, although small glitter visually sticks out from the smooth surface. In addition, there's no aeration, so it's great.
This is my first nail polish by My Secret, and I have to admit the bottles really appealed to me, they're very modest and contain as much as 10 ml of the product! Square shape is conducive to organization and storage. In the bottle you will also find a metal ball for easy mixing. When washing it off a little patience may be in order, we're dealing with glitter after all but in a mild form. It didn't dye my nails, so generally I highly recommend it.
My Secret DOES NOT test its products on animals.
You can buy nail polishes by My Secret at the "Natura" drugstore for 7.99 zł/10ml.

In the last picture you can see a comparison between Kiwi and Rich Color 36 by Golden Rose. The difference is very evident, not only because of the juxtaposition of glitter (cream) with a classic cream. 36 has a much more yellow tint.














10 września 2013

Golden Rose, Miss Selene 161

Miss Selene 161 to lakier, który posłużył mi jako baza do poprzedniego, złoto różowego mixu. Trochę trudno mi się rozpisywać na jego temat, gdyż jest zwyczajnie przeciętny. Nie mam pewności, czy można określić go mianem typowego neona. Raczej nie. To mocny i intensywny róż, ale jak na moje odczucia- jeszcze nie neon.
Mała i całkiem zgrabna buteleczka mieści w sobie 5ml produktu, dając możliwość zużycia lakieru zanim nam się znudzi bądź zgęstnieje. Bardzo fajne (i niedrogie) rozwiązanie. Lakiery Golden Rose z serii Miss Selene są powszechnie dostępne i oscylują cenowo wokół granicy 2,50 - 3,20 zł, pozwalając na eksperymentowanie z kolorami bez nadszarpywania portfela.
161 ma w sobie coś z żelka- nie smuży, ale słabo kryje i jest dość przejrzysty. Konsystencja jest bardzo przyjemna, lekka i trochę lejąca, a do kompletu dostajemy wygodny, klasyczny pędzelek, zero udziwnień. Na pozostałych zdjęciach widzicie 3 całkiem porządne warstwy, na dwóch pierwszych- dwie grube na białej bazie (palec wskazujący i serdeczny). Rożnica w odcieniu jest minimalna, a cała zabawa raczej niewarta zachodu, skoro tak i tak musimy położyć trzy warstwy (dla mnie nawet lepiej wygląda solo). Lakier schnie i utwardza się długo, także lepiej od razu zaatakować go jakimś przyśpieszającym wysychanie cudem. Sam z siebie wysycha do miękkiego połysku i niestety, uraczy nas pięknymi bąblami jeśli nie damy w spokoju wyschnąć kolejnym warstwom (a to raczej niewykonalne).
Generalnie polecam lakiery z serii Miss Selene, jak w każdej serii zdarzają się lepsze i gorsze kolory/egzemplarze. Jeśli nawet zawiedziecie się na którymś to nie odczujecie tego finansowo, a paleta kolorów jest tak bogata, że każdy z pewnością znajdzie w niej coś dla siebie.

Lakiery GR  Miss znajdziecie na stronie producenta oraz lokalnie w wielu drogeriach




Dwie warstwy na bieli, palec wskazujący i serdeczny: 


Solo:









Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...